NAWIGATOR:      Strona główna -> Publicystyka i analizy

Wzlot i upadek Władysława Jamrożego

PZU zostało wystawione na sprzedaż w 1998 roku, jednak poważne negocjacje rozpoczęły się w 1999. Ostatecznie na polu walki o polski rynek ubezpieczeniowy pozostała europejska grupa ubezpieczeniowa Eureko (skupiająca kilkanaście instytucji średniej wielkości) oraz francuski gigant - Axa. Axa była jednak kojarzona z praktyką likwidacji regionalnych brandów. Przejmowane przez nią spółki przybierały nazwę koncernu. Dla prawicowego rządu było to nie do przełknięcia. Jamroży wyczuł nastawienie swoich aktualnych politycznych przyjaciół i ostro lobbował za wyborem Eureko. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ukryty konflikt, który przekształcił się w erupcję wulkanu. Nie wiadomo, dlaczego Jamroży przestał popierać konsorcjum Eureko i BIG Banku Gdańskiego z Bogusławem Kottem na czele. Media spekulują, że mogło to wynikać z chęci pozbycia się potężnego prezesa przez inwestora. Albo innych planów samego Jamrożego - imperium Deutsche Banku jest nieporównywalnie większe od małego i niewiele znaczącego w Europie Eureko. Czy Władysław Jamroży celował aż tak wysoko? Najprawdopodobniej nie dowiemy się tego nigdy.

Jamroży rozpoczął jednak wojnę z Bogusławem Kottem. Tuż przed podpisaniem umowy sprzedaży pierwszego, 30-procentowego pakietu akcji PZU SA (grudzień 1999) podpisał z Deutsche Bankiem tajną umowę sprzedaży dużego pakietu akcji BIG BG - należącego do PZU i PZU Życie. Deutsche Bank próbował wrogo przejąć imperium Bogusława Kotta (będące zapleczem polskiej lewicy, ale to już temat na inną opowieść) i prawie mu się to udało. Na słynnym grudniowym posiedzeniu akcjonariuszy BIG Banku Gdańskiego Jamroży i Wieczerzak wstrzymali się od głosu przy jednej z uchwał, otwierając Deutsche Bankowi drogę do przejęcia kontroli nad BIG Bankiem. "Władek, co ty robisz?!" - wykrzyknął wówczas zaskoczony Bogusław Kott. Wojna została wypowiedziana.

Na początku tandem wygrywał. Mimo nacisków rozwścieczonego Eureko i BIG BG przez ponad rok nie udało się doprowadzić do dymisji Grzegorza Wieczerzaka. Tandem grał wszystkim: pieniędzmi, inwestycjami, przeciekami, tzw. czarnym PR-em medialnym a nawet populistycznymi hasłami. Media zaszokowane obserwowały jak dwóch szefów największych ubezpieczycieli kręci rządem, ministrami finansów, ministrami skarbu... Do swojej listy upolowanych zdobyczy dołączyli Emila Wąsacza, Andrzeja Chronowskiego, częściowo także Jarosława Bauca. Połamali sobie zęby dopiero na twardej i mało uroczej Aldonie Kameli-Sowińskiej. Wówczas już tandem był w rozsypce: Władysław Jamroży przeszedł na stanowisko prezesa Totalizatora Sportowego. Grzegorz Wieczerzak poległ pod dwoma kruczkami prawnymi, odnalezionymi i błyskawicznie zastosowanymi przez panią minister skarbu.

Ostatnie półtora roku w grupie PZU obaj panowie poświęcili nie tylko walce o swoje stanowiska, ale także o poboczne interesy. Zarówno Grzegorz Wieczerzak w lipcu 2001 roku jak i Władysław Jamroży w maju 2002 roku znaleźli się w areszcie w wyniku tzw. afery PZU Development. Szczytowe napiętrzenie transakcji "zakupów pod centra likwidacji szkód" spotykamy w 2000 roku. Wtedy jeszcze pozycja tandemu była silna, choć pojawiało się nad nim coraz więcej chmur.

Na przełomie maja i czerwca Sąd Okręgowy w Warszawie podjął dwie ważne decyzje. W czasie święta (Boże Ciało) podjął decyzję o aresztowaniu Władysława Jamrożego w związku z "obawą matactwa i wpływania na zeznania świadków" w sprawie afery PZU. W chwili aresztowania Jamroży próbował zniszczyć kartkę z notatnika oraz kartę SIM swojego telefonu komórkowego. Kilka dni później ten sam sąd podjął decyzję o przedłużeniu aresztu tymczasowego Grzegorza Wieczerzaka na kolejne dwa miesiące.

W PZU posprzątał i doprowadził do symbolicznego jednomiliardowego zysku Zygmunt Kostkiewicz. Ten, związany z solidarnościową opozycją, finansista był wcześniej autorem sukcesu Otwartego Funduszu Emerytalnego Commercial Union. Był jednak, ze względu na brak "chorągiewatości", niemile widziany w nowej koalicji. Na stanowisko prezesa PZU SA powołano Zdzisława Montkiewicza (nie mylić z Janem Monkiewiczem), byłego szefa Polisy-Życie.

W ostatnim tygodniu maja - niczym deus ex machina - pojawił się pierwszy merytoryczny projekt nowego prezesa PZU SA. Chodzi o powstanie systemu informatycznego przetwarzającego informacje o właścicielach pojazdów mechanicznych objętych obowiązkiem wykupywania polis OC. Ma kosztować 100 mln zł. Tymczasem w Niemczech firma HoloData wygrała w maju procesy sądowe z PZU w sprawie CERPO (odsyłamy do początku tekstu). Bez względu na to, czy bazę będzie wykonywać - i tak otrzyma zakontraktowane pieniądze. Zdecydowanie mniejsze: poniżej 4 mln zł rocznie. Jaką decyzję podejmie PZU? Czy zechce wykorzystać system, za który i tak musi zapłacić, czy też zainwestuje w nowy projekt? Skąd tak ogromna różnica w cenach?

Odpowiedzi na te pytania na majowym spotkaniu towarzystw ubezpieczeniowych, sprzedających polisy OC, nie padły. Będziemy czekać.

(7.06.2002)


 NAWIGATOR:      Strona główna -> Publicystyka i analizy