NAWIGATOR:      Strona główna -> Publicystyka i analizy
 

Jak pozbyć się szefa

Eureko nie zgadza się finansować poskiego budżetu na piękne oczy. Dlatego też nie przyjmie propozycji zapłacenia kolejnych pieniędzy za pakiet kontrolny w PZU SA, jeżeli będzie się to łączyć z ograniczeniami praw właścicielskich. Zaproponowało zatem wejście do PZU nowego inwestora - Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Eureko liczy, że dzięki temu uda się wynegocjować sensowne warunki inwestowania dla obu zewnętrznych partnerów. Zapewne się przeliczy, ale piszczący z głodu gotówki minister finansów może okazać się niespodziewanym przyjacielem Holendrów.

Minister skarbu nie jest już w stanie zapewnić budżetowi zaplanowanych w ustawie wpływów. Dziura budżetowa rośnie, konstytucyjna granica zadłużania państwa (i Trybunał Stanu) coraz bardziej straszy a Grzegorz Kołodko właśnie zaczął szukać kolejnych miliardów na spłacenie wyborczej kiełbasy w postaci wcześniejszych podwyżek dla części budżetówki.

W takiej sytuacji EBOiR niczym deus ex machina pojawia się w glorii zbawcy. Eureko ma nadzieję, że przy okazji wejścia w ten biznes EBOiR zmusi polskie władze do wyrzucenia Zdzisława Montkiewicza. Ten oczywiście zrobi wszystko, aby do tego nie doszło. Rozmowy w sprawie wejścia kolejnego inwestora już się rozpoczęły: zdaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz (wiceprezesa Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju) po wyjaśnieniu konfliktu pomiędzy akcjonariuszami istnieje możliwość wejścia EBOiR do grona akcjonariuszy grupy PZU. Minister Wiesław Kaczmarek zastrzega, że w rozmowach na temat "trzeciego inwestora" biorą udział także inne instytucje. Oczywiście nie podał ani jednej nazwy, którą można by sprawdzić - jak zwykle zresztą.

A GŁUPIEMU RADOŚĆ

W całej sytuacji najzabawniejsze jest to, że pracownicy PZU modlą się aby konflikt trwał jak najdłużej. Dopóki wszyscy święci zajmują się wzajemnymi podchodami, firma funkcjonuje w najlepsze. Agenci zarabiają, dyrektorzy wykazują przyzwoite na tle konkurencji wyniki, nawet marketingowcy są uszczęśliwieni, wydając pieniądze na kolejne kampanie. Póki wierchuszka nie zacznie grzebać w dobrze naoliwionej machinie, pracownikom PZU nic nie grozi. Ale i oni zdają sobie sprawę, że ich kolos wymaga reformy. Akcje już sprzedali i nie czekają na łaskę ministerstwa (aktualna wycena "lewych", nie dopuszczonych jeszcze do obrotu akcji pracowniczych, spadła poniżej 60 zł). Teraz chcą ochronić miejsca pracy.

Akcje, które pół- lub ćwierćlegalnie trafiły na rynek wtórny (najczęściej za pośrednictwem anonimowych "kredytodawców", wypłacających "pożyczki" pod zastaw akcji PZU) wkrótce mogą wejść do prawie cywilizowanego obrotu. Spółka osób fizycznych Ventus zamierza zorganizować emisję obligacji, które posłużą jako "prawo do akcji PZU". Każda obligacja będzie kosztować 95 zł. Na tydzień przed upływającym terminem wykupu inwestor będzie mógł odkupić za nie akcje PZU (czyli je wymienić) znajdujące się w posiadaniu Ventusa. Ventus zajmie się - po zamknięciu emisji - wykupem akcji PZU z rynku pracowniczego (choć może je odkupić również od innych inwestorów - chwilowo raczej do tego nie dojdzie). Obligacje, które nie będą miały "pokrycia" w akcjach, zostaną umorzone. Papierami Ventusa będzie można obracać na rynku publicznym. Zysk spółki jest uzależniony od ceny za jaką wykupi od posiadaczy akcje ubezpieczyciela - różnica pomiędzy zapłaconą ceną a wartością obligacji pozostanie w kasie Ventusa. Minimalna wartość emisji musi przekroczyć 18 mln zł aby obligacje zostały sprzedane.

Bieżące oczekiwania działów sprzedaży PZU są w obecnej sytuacji na rynku ubezpieczeniowym oczywiste: aby produkty nadal się sprzedawały, aby prowizje wciąż wpływały. Informacja o utracie 50-procentowej przewagi rynkowej przez PZU Życie otrzeźwiły jednak wielu agentów i managerów. Symboliczna utrata większościowego udziału w rynku niczym specjalnym na razie nie grozi. Wymaga jednak natychmiastowych i zdecydowanych reakcji: nowych, lepszych (ale i tańszych) produktów, reformy sieci sprzedaży, być może koncentracji na najlepszym dla PZU Życie rynku ubezpieczeń grupowych. Tylko kto ma się tym zająć, jeżeli ratujący honor zarządu da Costa jest sekowany a Bogusław Kasprzyk spełniał się jak dotąd zawodowo jako analityk średniego szczebla?

Agenci pierwsi zauważają niebezpieczeństwa. Napływające do naszej redakcji listy nie pozostawiają wątpliwości, że PZU ma wśród swoich pracowników wielu ludzi oddanych firmie. Jeżeli ich nie wykorzysta lub zacznie traktować jak szefowie NatNedu (przed rokiem) i Commercial Union (od wiosny) - będzie niedobrze.
Zazdrościmy władzom grupy PZU tych ludzi. Czy zdołają ich zatrzymać?

(19.09.2002)


 NAWIGATOR:      Strona główna -> Publicystyka i analizy